Na promie w kierunku Marokanskich wybrzezy poznalem dwoch Arabow. Rozmawialismy cala droge o naszych kulturach. Okazalo sie ze bardzo dobrze mowi po angielsku. Jak wiekszosc Marokanczykow znal kilka jezykow :-). Wielki szacunek dla tamtejszej ludnosci.
Nie powiem by Maroko wywarlo na mnie pozytywne wrazenie. Wrecz przeciwnie. Uwazalem ze nie dam sie naciagnac na nic, ze bede bardzo uwazny i roztropny. Oczywiscie na moja niekorzysc doplynalem stosunkowo pozno (polmrok). Sam w nowym miejscu - nie wiem gdzie sa banki, kantory itp. "Dzieki" mojemu znajomemu z promu wymieniam euro na dirhamy - niestety po kiepskim kursie jak sie pozniej okazuje. Za 100E dostaje zaledwie 500Dirhamow. Powinienem dostac ok 650D...
Ale co zrobic :-). Szkoda tylko ze wymienilem od razu tak duzo pieniedzy.
Niestety takze wszedlem w konwersacje z tutejszym Marokanczykiem ktory to zaczal mnie ciagnac do oferowanego hotelu. Hotel zly nie byl ale nie znalem jeszcze cen oraz warunkow pokoji w tej czesci Afryki.
Na pierwszy rzut poleciala cena 100dirhamow za noc w niezlym pokoju. Odpowiedzialem ze moge dac maksymalnie 60D... zgodzili sie od reki ;-). Ale jako ze nie bylem za bardzo zainteresowany noclegiem (mialem w planach od razu pojechac na poludnie do Marakeszu) odpowiedzialem grzecznie ze ide zapoznac sie z rozkladem pociagow i jesli zadnego pociagu nie bedzie to wroce do oferowanego hotelu. Wzbudzilo to agresje we wlascicielu. Od raz zaczal wyzywac mnie od oszustow, naciagaczy, glupich turystow itp. Zawolal swoich kolegow (afrykanczykow) ktorzy to zjawili sie w mgnieniu oka i otoczyli mnie (samego!) w waskiej uliczce prowadzacej do hotelu. Jako ze przyjechalem do Maroka bez stresu nie przejalem sie tym tak jakby przejac mial sie ktos kto bylby w mojej sytuacji. Oczywiscie troche sie przestraszylem ale uznalem ze jak cos ma mi sie stac to sie stanie i juz. Owi znajomi zaczeli mnie wyzywac i popychac. Naszczescie po paru sekundach zrobili przejscie w 'czarnym' okregu :-) i dali mi mozliwosc 'ulotnienia sie' :-). Nie czekalem dlugo - wykorzystalem okazje i szybkim krokiem bez ogladania sie za siebie udalem sie..... przed siebie :-). Nie wiedzialem jeszcze w ktorym kierunku jest dworzec kolejowy.
DZieki uprzejmosci jednego Pana, ZA DARMO wskazal mi on miejsce odjazdu pociagu do Marakeszu.
Bylo to dosc daleko - ok 3km. Moglem wziac taksowke ale postanowilem przebyc ta odleglosc pieszo - coz... przeciez po to tutaj przyjechalem ;).
Ok 100m od dworca zobaczylem posterunek policji i postanowilem sie zapytac jak dojsc do dworca - ot tak zeby uslyszec mile slowa :-). Policjantow dwoch akurat spozywalo sniadanie (ramadan). Nic nie odpowiedziawszy poczestowali mnie suszonymi daktylami - smakowaly mi jak nigdy ! a serce moje zaczelo stukowac ze szczescia ze ktos wreszcie byl dla mnie mily.
Bez namyslu posluchalem mundurowych i po 4min bylem juz na miejscu czytajac rozklad PKP :-).
Okazalo sie ze pociag mam o 21:30 - calonocna podroz na poludnie.
Po prawej zobaczylem grupke ludzie i postanowilem zagadac. Okazalo sie ze to grupa wlochow wybierajacych sie do Asilah. Po krotkiej rozmowie zapytali dokad zmierzam i czy nie chcialbym towarzyszyc im w zwiedzaniu Asilah. Zgodzilem sie. Jako ze oni zamowili taksowke (tylko na 4 osoby) ja musialem udac sie pociagiem. Jednak problemu nie bylo gdyz Asilah to pierwszy przystanek z Tangieru w kierunku Marakeszu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz